Jak nie dajesz rady...wal do Marradi!!!

października 30, 2022


 

Świętuję pierwszy od dawna wolny weekend. Celebruję październikowe, optymistyczne słońce, żółcienie liści w kolorze kurkumy…  poranne treningi z   trenerką ze świata sztuki, popołudniowy spacer po lesie z bliską osobą, również ze świata sztuki i jej szalonymi psami…stroję w sobie majorowe tonacje, minimalną dynamikę myśli.

Wróciłam do domu ubłocona i poszybowałam wspomnieniami do przemiłego majowego tygodnia, który spędziłam w zupełnie nieturystycznym zakątku Toskanii…Moja absolutnie najlepsza tutorka języka włoskiego  - Kasia (www.domzakienia.com)  wraz z przyjaciółką Renatą, wyczarowały pod toskańskim słońcem fantastyczne kulinarno – trekkingowe warsztaty, które  ja ubrałabym w słowa -  WSPÓŁBAŚŃ pięknych, kobiecych osobowości. Zielenił mi się z nimi czas przewybornie, organizatorki zadbały o najlepsze smaki kulinarne, kulturalne, krajobrazowe, towarzyskie. Niewątpliwie,  ogromne  znaczenie miała „spójność w pożyciu” wszystkich zamieszanych w majowy  proceder dziewcząt, myślę, że skład – marzenie niejednego rezydenta . Od samego początku wytworzyła się pozytywna bańka życzliwej, ludzkiej energii, dzięki której w marradyjskim, „ginestrowym chruśniaku” spędziłam balsamiczny czas.


 

Rozpieszczałyśmy się potrawami w przeróżnych smakowych tonacjach (tutaj nadmienię, że dzięki Renacie i jej blogowi www.kalejdoskoprenaty.com, do którego często sięgam po znakomite przepisy, powróciłam do ręcznego wyrabiania makaronu a pesto ucieram wyłącznie w kamiennym moździerzu), które w rozśpiewanej atmosferze przygotowywałyśmy pod okiem Renaty i Kasi . Śpiew często  akompaniował naszej Majowej Współbaśni,  bo we Włoszech nie da się nie śpiewać i radośnie intonowałyśmy – Ci sara, Piccola e fragile,Azzurro, Felicita…ze szczęściem w każdej nucie.


 

    Wydreptałyśmy wspólnie  mnóstwo zjawiskowo pięknych miejsc – góry otaczające Marradi są soczyście zielone, i ta zieleń na zboczach kojarzy mi się z „przeczesaniem” ręką mistrza, dopatruję się wyrzeźbienia .Może dzięki sąsiedztwu Florencji, która karmi oczy sztuką najwyższej próby. Kasia jest absolutną adoratorką tego miasta, podczas naszej wizyty raczyła nas różnymi nieznanymi smaczkami. Lekko zwariowana na punkcie Florencji, skomponowała świetną (premierową w swoim życiu) książkę „Sekrety Florencji”. Czytasz i spacerujesz z Nią pod rękę po tym zjawiskowym mieście. Książka zawiera dużo informacji o sztuce, wiele detali, historycznych faktów, pięknych zdjęć autorki. Wplecione humorystyczne anegdoty i fragmenty osobistych zapisków wspaniale równoważą treść. Świetlista, pełna świeżości  publikacja bez naukowo – teoretycznego patosu. Polecam również drugą publikację Kasi – „Gdzie Dante mówi dobranoc” – równie wciągający opis wydreptanych z plecakiem ścieżek Toskanii i Romanii. 


 

    Renia, druga inspiratorka i inicjatorka marradyjskiej settimany jest również  zafascynowaną tajemniczymi zakątkami Włoch, zakochaną w Wenecji globtroterką. Podczas majowych warsztatów świętowałyśmy wydanie Jej pierwszej publikacji , przewodnika „Włochy 111 przygód”, który muszę zakupić by nie narobić sobie zaległości, bo Renia szykuje już kolejne pozycje. Natomiast na Jej kulinarnego bloga www.kalejdoskoprenaty.com zaglądam bardzo często i z najwyższą przyjemnością raczę się Jej recepturami.

 


 

    Marradyjski „sabat” mam pod powiekami pod postacią pysznych biesiad (zarówno za wielkim, wiejskim stołem naszego warsztatowego domu, czy  przy wykwintnym stole palazzo  Torriani ), onieśmielającego piękna Florencji ale też maleńkiej średniowiecznej Brisighelli . Opactwo Gamogna, do którego poprowadził nas malowniczy, górski szlak, otuliło ciszą, spokojem i nadzieją.         Zapamiętane smaki? Zapiekane kwiaty   cukinii i liście szałwii ( z dostępnością w Polsce jest niestety problem, nad czym mocno ubolewam) – wiosenna, smakowa subtelność, tło wielu naszych kuchennych produkcji …Saltimbocca alla romana wciąż mam w planach ale ta kompozycja bez szałwii jest pozbawiona godnej tonacji.    

Dopełnieniem  toskańskich, wyłącznie majorowych wibracji  były wieczorne, świetlne spektakle na niebie serwowane przez świetliki. Nie mogę również nie wspomnieć o przyjaznej duszy, Mario, który z włoskim wdziękiem rozwiązywał różne organizacyjne problemi i raczył nas swoją sympatią, znajomością kuchni, sztuki, muzyki.



 

Lubię mówić słowa, jak to kunsztownie ujął jeden z moich ulubionych poetów, które „garną się uśmiechem do drugiego człowieka”, Zatem…serdecznie polecam duet Kasia i Renia, jeśli …lubicie Włochy, włoską kuchnię, sztukę, architekturę .  Polecam blogi, książki ich autorstwa i z całego serca warsztaty, których są inicjatorkami.

Dzisiejszy wpis zakończę refrenem, który wybrzmiał podczas naszej ostatniej biesiady:

„Co za dzień , co za dzień, co za czas

Settimana in Toscana w każdej z nas.

Dziękujemy Wam dziewczyny,

niech wdzięcznością brzmią te rymy.

Kasiu, Reniu grande baccio od wszystkich nas!!!”

 ttps://www.youtube.com/watch?v=BJ0rGkEbm9E&t=9shttps://youtu.be/BJ0rGkEbm9E

 

 

 

 

Zobacz także

0 comments